sobota, 28 grudnia 2013

"Co widać i czego nie widać" - Frederic Bastiat

Zbiór dwunastu problemów z jakimi zmierzył się Frederic Bastiat w omawianej książce - Co widać i czego nie widać. Polecam wszystkim początkującym ekonomistom, jak i tym, którzy chcą poznać twórczość autora. Książka krótka, ale zmienia pogląd na wiele spraw. Zmusza do myślenia, czego raczej państwu socjalistycznemu nie jest na rękę. Z czasem stając się coraz bardziej aktualną pokazuje w ten sposób absurd "państwa" a raczej jego dzisiejszej roli. Cięte i trafne uwagi są jedną z mocnych stron tej pozycji. Można odczuć czytając książkę, że faktycznie autor wychował się między innymi na twórczości Adama Smitha, ale właśnie to dzięki niemu i Say'owi ugruntował swoją wiedzę i poglądy.

Przechodząc do meritum, każdy ekonomiczny problem jest rozważany w przyjętym założeniu: korzyść jednej strony jest tym co widać, szkoda spowodowana drugiej stronie jest tym czego nie widać. Korzyści jednej strony są najczęściej uzyskiwane w najbliższym czasie - na krótką metę, ale już skutki tych pomysłów objawiają się najczęściej po dłuższym czasie. Państwo, które ma w ręku ustawodawstwo jest poważnym kąskiem dla różnych grup interesu, którym jest na rękę, aby rząd zmienił prawo jak najkorzystniej pod ich działalność.

Żadne wydatki państwa nie biorą się z powietrza. Każde zapewnienie o gwarantowanej pracy, darmowym nauczaniu, organizacji robót publicznych, utrzymanie licznego wojska, rządowe gwarancje stabilnych cen czy kupno niesprzedanych plonów przez rolników - oznaczają sięgnięcie do kieszeni podatnika. A co zostanie wydane przez rząd najczęściej nie jest dobrze spożytkowane przez okradanego obywatela. Jednak to obywatele są najlepiej zorientowani w tym co chcą i wiedzą najlepiej jak i na co wydać swoje ciężko zarobione pieniądze.
Trafność argumentów i lekka forma ukazania socjalistycznych sofizmatów dla szerszego grona odbiorców powodują, że jest to dzieło nieocenione. Mającym niedosyt i chęć poznania szerszego punktu widzenia proponuję inną książkę autora - Prawo. Poza tym jako kontynuację wątku zapoczątkowanego przez Bastiata, polecam książkę spod pióra Henry'ego Hazlitta - Ekonomię w jednej lekcji.
W obu pozycjach - Bastiata jak i wspomnianej już Ekonomii w jednej lekcji wątek zaczyna się od mitu zbitej szyby. Dla niektórych ludzi zbicie szyby oznacza rozwój gospodarczy, ponieważ trzeba wydać pieniądze na szklarza i w ten sposób dajemy mu zarobić. Jednakże zysk szklarza widać, ale straty przez poszkodowanego (przykładowo piekarza) i innego przedsiębiorcy, na którego dobra czy usługę by wydał pieniądze - nie widać. Gdyby szyba nie została zbita, piekarz mógłby kupić sobie garnitur u krawca. W ten sposób miałby i szybę i garnitur, ale musi się zadowolić jedynie naprawionym oknem. A co by było, gdyby tak wszystkim wybić szyby w mieście? Wtedy byłby szybszy rozwój gospodarczy? Oczywiście szklarz na tym interesie dorobi się znacznie większych pieniędzy kosztem innych przedsiębiorców, do których te pieniądze nie trafią. Zysk szklarza widać, straty innych przedsiębiorców nie widać. A co by było, gdyby spalić całe miasto? Wszyscy w ten sposób będą mieli zajęcie, aby je odbudować?
W dzisiejszych czasach sprawa już nie wygląda tak prosto, jak dawniej. Ale można zauważyć, jak wygląda przerzucanie pieniędzy od jednych grup interesu do innych. Gdzie jedni tracą to inni mogą zyskać. Jednakże nie można zapomnieć, że gospodarka nie jest statycznym tworem, gdzie zawsze jedni tracą a inni zyskują. Podobne zasady wyznawali merkantyliści w bilansie handlowym (państwo musi mieć dodatni bilans, aby mogło się rozwijać). Nie można też pominąć kwestii złożonej gospodarki, gdzie nawet model "co widać a czego nie widać" zaprezentowany przez Bastiata może okazać się niewystarczający i niekompletny przy niektórych problemach. Z takimi uogólnieniami myślowymi należy uważać przy rozważaniach ekonomicznych. Trzeba spojrzeć na daną sytuację z różnego punktu widzenia. I nie chodzi mi tu akurat o typowe przykłady niszczenia czyjegoś mienia w imię wzrostu gospodarczego.
Na zakończenie napiszę, że ciekawie rozwija koncepcję Hazlitt we wspomnianej wyżej Ekonomii w jednej lekcji. Nie kieruje się zasadą, że jedna strona traci druga zyskuje, ale raczej, żeby problem rozpatrywać w całości a nie we fragmentach. Jest raczej zwolennikiem przyjęcia patrzenia na problemy w ujęciu długookresowym, aby mogli wszyscy skorzystać, a nie krótkookresowym, gdzie mogą zyskiwać jedynie grupy interesu, lub zyski są tylko krótkotrwałe i nie widać efektów, które jeszcze nie nastąpiły.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza